Parkowanie we mgle pod SCC, czyli chory sen architekta.
Dzisiejszy wpis powstał „pod wpływem“. RadXcell na swoim blogu zamieścił wpis „Miejsca parkingowe“, który coś mi przypomniał. Napisałem komentarz i po jego przeczytaniu uznałem, że to się nadaje na wpis także u mnie ;-) Tak więc, po drobnej edycji, rozszerzeniu i upiększeniu – zamieszczam i zapraszam do lektury.
Mam nadzieję, że nikt się za takie rozwiązanie nie obrazi.
Nigdy nie miałem problemu, ze znajdywaniem auta, na parkingach pod marketami.
Parkowałem tam, gdzie było miejsce, lub gdzie było mi wygodnie, wysiadałem, olewałem oznaczenia sektorów i wchodziłem do sklepu. Jednak zawsze bez problemu wracałem. Owszem, zdarzały się chwile zadumy, ale wtedy orientowałem się na podstawie budynków (np. przy głównym wejściu, stacji itp) lub innych „oznaczeń“ typu zbiorowisko wózków na zakupy.
Aż pewnego pięknego listopadowego dnia pojechałem do Silesia City Center. Na samą myśl o wycieczce tam dostaję mdłości – ale są takie momenty, że odkłada się sentymenty, bierze się trzy zakręty i w te pędy człowiek się tam udaje.
Problem w tym, że była mgła.
Z tych porządnych. Naprawdę porządnych – mleko. Prosto od krowy. Wjechałem na parking, znalazłem miejsce, wysiadłem.
„Jestem w d****“ pomyślałem. Dookoła biało. Ale do samochodu jakoś wrócić będzie trzeba. Rozejrzałem się za punktem zaczepienia i na latarni dostrzegłem oznaczenie sektora.
B1. Słabo widoczne, ale na pewno B1.
B1 na 100%.
Poszedłem do sklepu, pozałatwiałem co trzeba (nawet pamiętam co wtedy kupowałem – naklejki na CD do dyplomu). Wychodzę.
„Mmmm“ rzekłem. „Mlecznie“. Zagłębiłem się w parking. Po 20 metrach totalnie straciłem orientację. Gdybym się obrócił – nie byłbym w stanie powiedzieć skąd przyszedłem. Szukam oznaczeń „sektorów“.
„O, jest C1, dobrze idę… ooo B1. Super. Szybko poszło.“
Tylko, że samochodu nie ma.
Obszedłem sektor z każdej strony i… nie ma.
Lekki stresik. Upewniam się, że jestem w B1. Przypominam sobie gdzie zaparkowałem. B1. Tak, na pewno B1. Upewniam sam siebie. B1 i koniec. Kolejna rundka po parkingu.
„No nie ma. Przepadło. Ukradli. Nosz panna nienajcięższych obyczajów mać. No jak tak można! Nie bawię się z wami, oddawać grabki i spadać z mojej piaskownicy. Razdwatrzyczterysiedemdziesięć.“
Jeszcze raz. Spróbujmy innej metody. Standardowa orientacja w przestrzeni. Zawsze działała!
Na lewo: biało. Na prawo: biało. W przód: biało. W tył: biało. W górę: biało. W dół: o, szaro.
W takim razie spróbujmy odtworzyć przyjazd na parking. Przyjechałem od strony stacji, czyli gdzieś z całkiem drugiej strony. Idziemy. „Sprawna“ i „szybka“ nawigacja we mgle i już jestem przy stacji.
„Teraz jechałem tą drogą, minąłem dwa zjazdy, na trzecim wyjechał mi jakiś Golf“, zadziwiające, że człowiek potrafi sobie przypomnieć takie szczegóły, „potem skręciłem na parking.“ Cały czas oczywiście zasuwam pieszo po drodze, we mgle, starając się nie zostać mokrą plamą na środku owej drogi… „Mijam jedno wewnętrzne skrzyżowanie, dojeżdżam do drugiego, odbijam w lewo, zaraz potem w prawo. Kawałek dalej, po lewej stronie parkuję.“ Czyli gdzieś tutaj. Pokręciłem się w okolicy z 30 sekund i…
JEST! Ufff. Napięcie opada. Radość nieopisana.
Rozglądam się – o, jest słup. Podchodzę bliżej, wytężam wzrok. B1.
No do cholery co jest? Ukryta kamera?
Nie dało mi to spokoju. Stwierdziłem, że dowiem się, co jest grane. Upewniwszy się, że stoję koło słupa z etykietą B1, postanowiłem pozwiedzać parking. Dla pewności nie zamierzałem iść inną drogą niż linia prosta (co, jak się okazuje, we mgle wcale nie należy do dokonań banalnych) i liczyłem skrzyżowania.
Idę w jedną stronę. docieram do C1, potem kończy się parking. Czyli nic nadzwyczajnego.
Wracam. C1, B1 (sprawdzam czy auto nadal tam jest – jest), A1… narazie w normie. Idę dalej. A1. Hmm… duże to A1, a parking jakiś mały, zaraz powinien być koniec. No bo co, -A1 będzie? Ale idę dalej. I znajduję B1.
WTF?
Wielkie WIELKIE WTF! Jeszcze dalej – C1. Co do… Świat się zawinął? Wracam. C1, B1, A1, A1, B1, C1. Jakiś chory sen architekta.
Wiecie czym się różniły?
Tłem. „Lewa“ część parkingu ma bladoróżowe tło pod tabliczkami A1, B1, C1. „Prawa“ część, pod jakże oryginalnymi tabliczkami A1, B1, C1 ma bladoniebieskie tło. Tabliczki znajdują się na słupach, dosyć wysoko nad ziemią. We mgle kolory nie istnieją. Cały parking zamyka się w osiemnastu sektorach; oznaczonych literami A, B, C (no, możliwe że tam jest jeszcze płatne D, albo coś w tym stylu – muszę kiedyś sprawdzić), oraz cyframi 1, 2, 3. Wszystkie oznaczenia występują podwójnie.
Do teraz nie potrafię pojąć, jak ograniczonym, złośliwym lub po prostu szalonym trzeba być, żeby mając do dyspozycji cały alfabet i nieskończoną ilość liczb, powtarzać te same oznaczenia.
Můžete sledovat každou odpověď na tento příspěvek službou RSS 2.0. Můžete napsat odpověď, nebo využít trackback z vašeho vlastního webu.
polski
čeština
english
hehe rozweseliles mnie tym wpisem :)